Home > USA > Ludzie i ocean w Monterey

Po kilku dniach intensywnego wędrowania i podróżowania, a przed finałowymi trzema mojego pobytu w Kalifornii, postanowiłem potraktować sprawy nieco łagodniej. Zamiast szaleńczego tempa zwiedzania, postawiłem na spokojne spacery i chłonięcie atmosfery nadmorskiego Monterey. Miasta, którego atmosferę i urok w kilu ze swoich powieści rozsławił zdobywca literackiej nagrody Nobla John Steinbeck.

Na pierwszą połowę XX wieku przypadł w tym mieście prawdziwy boom na połowy i przetwarzanie sardynek. Dość powiedzieć, że złowione i zapuszkowane tu sardynki jedzone były na całym świecie. Na leżącej tuż przy oceanie ulicy Cannery Row (czyli Rzędzie Puszkowania) powstały co raz to nowe przetwórnie, a do miasta ściągali ludzie z całego kraju, wszyscy chcący wzbogacić się na tej gorączce srebra. Wspomniany już Steinbeck tak pisał o tej ulicy:

Cannery Row w Monterey w Kalifornii to wiersz, smród, zgrzyt, światło, atmosfera, zwyczaj, nostalgia, sen. Cannery Row jest zjednoczona i rozproszona, cyną i żelazem, rdzą i drzazgami, spękanymi chodnikami i zarośniętymi działkami, stertami śmieci, fabrykami puszek sardynek i blachy falistej, czarnych, restauracji i burdeli, niezatłoczonych spożywczaków, laboratoriów i tanich hoteli. Jej mieszkańcami są jak ktoś powiedział: „kurwy, alfonsy, szulerzy i skurwysyny”, przez co miał na myśli nas wszystkich. Spojrzałby ktoś przez inną dziurkę od klucza i powiedziałby „święci i aniołowie, męczenniczy i święci ludzie” i mówiłby o tym samym. (tłumaczenie moje).

Po fabrykach konserw zostały tylko niektóre budynki, inne popadły w ruinę i można podziwiać tylko ich zmęczone oceaniczną bryzą fundamenty. Zniknęły gdzieś burdele i podejrzane hotele, a zastąpiły je sklepy z pamiątkami i restauracje. Może i niewielka w tym zasługa samego pisarza, największa jednak ludzi. Zachłanność i pogarda dla natury doprowadziły do przełowienia populacji sardynek. Gatunek, który wydawało się wówczas ma nieskończone zasoby niemal zniknął z oceanu. W ciągu kilku lat połowy spadły kilkuset krotnie, a razem z tym załamaniem upadały kolejne fabryki. Robotnicze miasto pławiące się w bogactwie stało się nagle miastem widmem bez przyszłości. Jedyne co pozostało z opisu Steinbecka to atmosfera i nostalgia.

W jednej ze starych fabryk konserw umieszczono znane na całym świecie akwarium: Monterey Bay Aquarium. Poza przygotowaniem niesamowitych akwariów placówka robi wszystko, co w jej mocy by pokazać odwiedzającym, że człowiek musi szanować zasoby natury. Od samego wejścia możemy podziwiać historię wielkiego wzrostu Monterey prowadzącego prosto do upadku. Zachwycać się pięknymi rybami i ich habitatami, by tuż za rogiem dowiedzieć się, że za kilkadziesiąt lat może ich już nie być. Gdzieś dalej na trasie stoją figury morskich zwierząt zrobione ze śmieci wyłowionych z zatoki w Monterey.

Z pewnością największymi atrakcjami tego miejsca są olbrzymi las wodorostów ze wszystkimi jego mieszkańcami, wydry morskie i olbrzymi zbiornik przedstawiający otwarty ocean. Las wodorostów ze wszystkimi jest mieszkańcami jest dokładną kopią środowiska tuż za budynkiem na wybrzeżu Monterey. Wydry morskie, znane w Polsce pod rozkoszną nazwą kałana morskiego, są gatunkiem na wymarciu. Te w Monterey są kolejnym przykładem na to do czego prowadzi pogarda dla natury. Wybijane dla swojego futra od ponad wieku balansują na granicy wymarcia. Pływające i śpiące na plecach przykłady czystej słodyczy. Otwarty ocean to niesamowity pokaz życia kilkaset mil od wybrzeża. Z rekinami, płaszczkami, tuńczykami i żółwiami. Hipnotyzujący spektakl, który można podziwiać bez końca.

Zdjęcia: Monterey