Home > USA > Wśród gigantów

Wyruszanie skoro świt stało się tradycją tych wakacji i nie inaczej było dzisiaj. O 7 rano byłem już w drodze do Hrabstwa Marin nad zatoką San Francisco. Ostatni poranek amerykańskiego długiego weekendu na drogach był całkiem spokojny. Zanim dojechałem do San Francisco na drogach praktycznie nie było żadnego ruchu. Wybór drogi numer 1, zamiast wielopasmowej autostrady po raz kolejny wynagrodził mnie niesamowitymi widokami. O Kalifornii można powiedzieć wiele, ale o krajobrazach i naturze można się wypowiadać tylko i wyłącznie w superlatywach. Wybór stare trasy wiązał się z kolejnym bonusem – przejazdem przez słynny most Golden Gate. Cóż przyjemność trwała chwilę i nie za dużo udało mi się zobaczyć poza rdzawoczerwonym kolosem – uwagę wszak trzeba skupiać na drodze.

Tuż za mostem elektroniczna tablica poinformowała mnie, że parking u celu mojej podróży jest już pełny i zaleca się skorzystanie ze specjalnych parkingów i autobusów. Tak też uczyniłem i po 40 minutach dotarłem do Muir Woods National Monument, parku chroniącego sekwoje wieczniezielone, bliskich krewnych sekwoi olbrzymich. Ciężko mi sobie wyobrazić, że mamutowce są jeszcze większe, niż drzewa które rosną w tym parku. Są po prostu olbrzymie i majestatyczne, a wiedza, że mają po conajmniej kilkaset lat jeszcze bardziej przytłacza. Przebijające się przez korony drzew promienie porannego słońca i opadające krople mgły tworzą wspaniały spektakl. Zapach również jest ciężki do opisania, to jakby esencja lasu w lesie. Szybko wchodzę na szlak wiodący w górę doliny i wiodący wzdłuż koron tych olbrzymów przez kilka mil. Widoki są nie do opisania. Podobnie jak w Big Sur i tutaj widać ślady pożarów, tak potrzebnych tym roślinom do życia.

W Muir Woods spędzam o wiele więcej czasu niż planowałem, ale nie żałuję ani sekundy. Gdy zjeżdżam na parking wsiadam do toyoty i ruszam do kolejnego parku, tym razem chroniącego niepowtarzalne wybrzeże w Point Reyes. Droga wije się jak szalona pośród łąk, stawów, starych drzew i delikatnych wzgórz. Gdy docieram na miejsce mam jeszcze 2 godziny do zachodu słońca, więc czym prędzej ruszam na krótki szlak przez las i łąki. Jakkolwiek atmosfera jest bardzo przyjemna, to wędrówka nie dostarcza ani wielki emocji ani widoków. Kolejnym etapem mojej podróży jest latarnia morska na cyplu Point Reyes. Przez 20 mil szalonej drogi widoki zapierają dech w piersiach. Nie wiadomo co jest oceanem, a co zatoką. Krajobraz przechodzi z amerykańskiego lasu, w krajobraz jak z Walii, z zielonymi łąkami i stromymi klifami. Aż złość bierze, że nie można się zatrzymać i nacieszyć tymi widokami, albo chociaż zachować je na później. Do latarni morskiej docieram tuż przed zachodem słońca. Widoki są przepiękne, jak chyba cała natura tutaj.

Droga do motelu w San Rafael prowadzi ponownie przez wijące się drogi Point Reyes ale i las z młodymi sekwojami. Podróże tutaj chyba nigdy nie nudzą.

Zdjęcia: Marin County