Home > USA > Pożegnanie w cieniu Golden Gate

Mój ostatni dzień w Kalifornii i San Francisco spędziłem w… kolejnych muzeach. Po porannym spakowaniu bagażu na nocny lot do Kanady ruszyłem do parku Golden Gate, gdzie znajduje się Kalifornijska Akademia Nauk. W pięknym i zadbanym parku znajduje się z pewnością wiele ciekawy miejsc do odwiedzenia, a jednym z nich jest budynek z „żywym dachem”.

Po wejściu do muzeum jak chyba zawsze gości wita T-rex, tym razem to tylko jednak dość kiepski odlew, a nie prawdziwe kości. Mieszczące się w budynku akademii nauk muzeum ma nie tylko żywy dach, ale całe tętni życiem swoich „eksponatów”. W okół dwóch olbrzymich sfer szumią strumienie, rozlewiska i rafy koralowe. Wszystkie pełne ryb, gadów i innych zwierząt. Na rozlewiskach znalazł się nawet aligator albinos i kilka pokaźnych żółwi. W innej części na swojej skale żyją sobie pingwiny. Pod poziomem zero (lub jeden wedle amerykańskiej numeracji), znajduje się wspaniałe akwarium. Można tu podziwiać rafę koralową z filipin z ponad 150 gatunkami ryb. To tutaj specjaliści z Pixara i Disneya przyglądali się zachowaniom ryb przy tworzeniu filmów o Nemo i Dory. W innej części można przejść tunelem przez rzekę z lasów tropikalnych.

Prawdziwym hitem, przynajmniej dla mnie, okazała się zawartość jednej ze sfer. W wielkiej kuli odtworzono w całości las deszczowy. Od wspomnianej rzeki na dole, po korony drzew pełne ptaków i motyli. Po przejściu przez śluzę uderza gorąco i niebywała wilgotność. Wiele zdjęć muszę powtórzyć jeszcze raz, po tym jak zauważyłem ile pary wodnej zgromadziło się na obiektywie… Mimo swoich relatywnie niewielkich rozmiarów jak na „las” to miejsce robi niesamowite wrażenie, szczególnie że po wspinając się co raz wyżej i oswajając z myślą, gdzie jestem, dostrzegam co raz więcej życia – ptaków, gadów, motyli i nowych gatunków zwierząt.

Po wizycie w tropikach udaję się w podróż w przestrzeń kosmiczną w planetarium znajdującej się w drugiej sferze. Na wielkiem sferycznym ekranie oglądam film o asteroidach i kometach. Pomimo rozmachu i paru hollywódzkich chwytów film jest bardzo fachowy. W muzeum spędziłem ponad 4 godziny, zaliczając przy tym wszystkie mniejsze wystawy.

Z Golden Gate ruszam w 40 minutową podróż do portu na obiad i do kolejnego muzeum. Ponownie postanawiam posilić się we wspomnianym wczoraj In-n-out, gdzie tym razem wybieram podwójnego hamburgera. Wypełniony kaloriami ruszam do Exploratorium. Muzeum założonego jeszcze wedle pomysłu Oppenheimera, jednego z twórców bomby atomowej.

Jest to miejsce wpisujące się w ostatnio bardzo popularny trend muzeów, gdzie samemu można eksperymentować z nauką. Ponieważ na studiach przeprowadzałem wiele eksperymentów, w tym z pierwiastkami promieniotwórczymi czy skomplikowaną aparaturą, sądziłem, że Exploratorium nie zajmie mi więcej niż 2 godziny. Byłem w wielkim błędzie, siedziałem tam 3 godziny i posiedziałbym dłużej gdyby go nie zamknięto. Wiadomo, niektóre eksperymenty w ogóle mnie nie interesowały, ale inne był wciągające i niesamowite. Zabawy z węchem, z lustrami czy nawet z socjologią. Jest też część biologiczna, ale za wiele nie można tam porobić, ze zrozumiałych względów.

Po zamknięciu Exploratorium ruszyłem na spacer przez finansowe centrum San Francisco. Z jednej strony mijam świetnie sytuowanych biznesmenów i hipsterów, z drugiej w cieniu wieżowców do snu powoli układają się masy bezdomnych. Z rozmów z kierowcami Ubera dowiedziałem się, że mieszkanie w podłej i niebezpiecznej dzielnicy kosztuje ponad 3 tysiące dolarów… Przez wiele firm z sektora informatycznego i biotechnologicznego, które upodobały sobie to miasto i ściągają tutaj (i sowicie opłacają) swoich pracowników, życie stało się tu bardzo ciężkie dla przeciętnych mieszkańców.

Z centrum ruszam do hotelu, zabieram bagaże i udaję się w drogę na lotnisko. W przeciwieństwie do kontroli osobistej w New Ark, gdzie nikogo nic nie interesowało, kontrola w San Francisco jest niesamowicie szczegółowa. Nawet moja paszportówka ulega dokładnemu przejrzeniu, a plecak muszę spakować od nowa. Zawartość materiałów wybuchowych sprawdzono na kilka sposobów. Teraz nocny lot, międzylądowanie w Chicago i Kanada!

Zdjęcia: Cisco