Home > USA > Montreal

Po wieczornym odnowieniu znajomości, z samego rana rozpocząłem planowanie mojego zwiedzania Montrealu. Po zapisaniu wszystkich interesujących połączeń komunikacji miejskiej ruszyłem na podbój Quebecu.

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem w Montrealu jest to, że to taka Ameryka bez Ameryki. Jasne, ulice są duże, wieżowce okupują centrum miasta, a Walmart nadal jest świątynią handlu, ale ludzie są mili, komunikacja miejska istnieje i działa. Nie widziałem, żadnego bezdomnego na ulicy, co w tych warunkach klimatycznych może nie jest zaskoczeniem, ale nie widziałem też żadnych dziwnych ludzi, którzy w USA już mi spowszednieli. Oczywiście, to tylko 2 dni w jednym kanadyjskim mieście, ale różnica jest naprawdę odczuwalna.

Sam Montreal, mimo że czysty i zadbany, to jakoś nie rzuca kolana. Centrum miasta wygląda jak każde centrum z nadmiarem szkła i stali – ruch, pełno starbucksów i ludzie finansjery. Stare miasto jest może i ładne, ale zaczyna i kończy się dość gwałtownie. Dość powiedzieć, że tuż obok największego zabytku miasta, katedry Notre Dame, stoi wielki wieżowiec.

Mimo wszystko spacer przez tę część miasta i stary port był całkiem przyjemny. Od czasu do czasu pokropił zimny deszcz, nieco częściej zawiał porywisty wiatr, ale tym razem przynajmniej świąteczne dekoracje wyglądają jak na swoim miejscu.

Zdjęcia: Old Montreal